Opowieści z mchu i paproci


Chińską trylogię rozpoczęła Cesarzowa. Zaintrygowana Ósemką poczęłam zgłębiam temat dalej uznawszy, że skoro Arabian Attars pokusiło się o stworzenie swego rodzaju ciągłości, to, jak mawiają starzy górale, coś w tym musi być. Drugi w kolejności był zapach 88. Chlusnęłam żwawo na nadgarstek i zdębiałam. Deszcz. Las. Drzewa. Bambus. Mech. Paproć. Burza. Grzmot. Ozon. Ziemia. Liście. Kora. Żywica. Dąb. Kawalkada słów przetoczyła mi się przez głowę z jednoczesnym „przecież jak tak nie lubię”. Bo w sumie nie było tak jak lubię.  Było zielono. Zielono do szaleństwa.  Ale w każdym szaleństwie jest metoda.

 

bambusowy las

 

W otwarciu deszcz. Mnóstwo kropel i tych drobniutkich i tych wielkich spadających z głośnym plaśnięciem. Deszcz padający na świeżo zerwane zachłanną ręką liście. Na połamane gałązki i pędy, z których obficie cieknie sok. Zapach deszczu miesza się z tą roślinną krwią i coraz bardziej z zapachem mokrej od ulewy ziemi. A ziemia w tym zapachu nie jest…ziemista. Sucha. Pylista. Jest mokra życiodajną wilgocią, tłusta, bogata. To nie jakiś tam piach: to ciepła, prawie gorąca matka wszystkich tych pulsujących życiem zerwanych roślin.

 

Pędy i łodygi to nie jedyny zielony aspekt zapachu: całość podlana jest obficie werbeną i wiciokrzewem. Jest nadal zielono, lecz leciutko kwiatowo, jakby na przekór wszystkiemu w tym lesie rósł kwiat paproci. Kilka kropelek mchu i kilka liściu dębu z kawałkiem kory nadają zapachowi stabilności i stawiają na półce z aromatami szlachetnymi.

 

las

 

W końcowej fazie dochodzi zapach żywicy, który sam w sobie nosi znamię zieleni: niby złocista kropla, pełna słońca i ciepła, jednak z zapachową informacją, skąd przybyła, jak powstała. Ociepla zapach, dodaje mu miękkości, jednak nie pozwala skręcać w boczną uliczkę. Trasa jest jasno wytyczona od pierwszego wdechu aż po ostatnią nutę.

 

las

 

Deszcz kiedyś jednak musi przestać padać. I w zapachu w pewnym momencie nuta wilgoci znika – zastępuje ją lekka brzozowa mgła ocieplona kroplą bursztynu. Nadal wiadomo gdzie jesteśmy: obraz niby ten sam, ale już inny.

las

 

W ogólności 88 jest sonata na cześć tego co żywe, młode i zielone. Każda nuta wygrana w tym zapachu jest pieśnią pochwalna natury i tego zarezerwowanego jedynie dla niej zielonego koloru, który tylko natura potrafi wygrać w tylu odcieniach i tonach.

 

Cudowna kreacja łącząca świeżość ze szlachetnością, w której autor nie pozwolił by jego dzieło skończyło jak wiele aromatów, które miały być w zamyśle zielone. 88 nie jest w zamyśle. On jest.

Opracowała: Dragonblood