Pielęgnacja cery trądzikowej Glinką zieloną Nacomi i kremem Clarina Himalaya


Nacomi Glinka zielona

Zacznijmy od glinki, czyli kosmetyku na który liczyłam najbardziej. Zamknięta jest w okrągłym słoiczku z dodatkowym, ochronnym plastikiem. Pozwala on nam kontrolować fakt wydostawania się glinki na zewnątrz. Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie. Glinka podczas transportu nie wysypuje się, ani nic złego się z nią nie dzieje. Nalepka się nie odkleja, napisy nie ścierają. Tutaj ogólnie wszystko na plus.

Glinka jest zielonkawa (jak na ten typ glinki przystało). Jest stuprocentowa, bez różnych dziwnych dodatków. Zapach jest ledwo wyczuwalny, i tylko wtedy gdy przyłożymy nos do glinki. Poza tym musimy uważać, bo jak to glinka mocno pyli…

yasmeen3

A jeśli chodzi o działanie… Zauważyłam, że moje pory są mniej widoczne. Zawsze miałam z nimi problem, a dzięki glince są zdecydowanie mniejsze. Minimalnie zmniejszyło się u mnie również wydzielanie sebum co też jest na plus. Poza tym ciężko było mi coś konkretniej dostrzec, ze względu na mój brak regularności…  Ale glinka jest szalenie wydajna, więc myślę, że na dłuższą metę się polubimy.

Himalaya Clarina  krem – trądzik i wypryski

Krem dostajemy zapakowany w kartonik. Po otwarciu mamy tubkę z nakrętką.Ta dokręca się bardzo dobrze, jest szczelna. Szata graficzna średnio przypadła mi do gustu, ale tylko z tego względu że wygląda nieco aptecznie. Napisy się nie ścierają, nic się nie niszczy. Krem jest lekko zbity, ale nakłada się bardzo wygodnie. Co najważniejsze, zasycha. Dzięki temu wieczorem mogę go nałożyć i wiem, że nie ubrudzę pościeli. Zapach jest tutaj jednak chyba największym minusem. Mi osobiście aż tak nie przeszkadza, ale wiem, że wrażliwym nosom już tak. Jest to zapach przyprawy magi. Taki specyficzny. Wyczuwalny jest przez pewien czas.

yasmeen2

Tutaj w używaniu byłam nieco bardziej regularna. Zauważyłam przede wszystkim szybsze gojenie się niespodzianek. Oczywiście tych „świeżych” nieprzyjaciół nie dał rady, ale już na te dłuższe działał dość dobrze. Powodował, że wysuszały się w szybszym tempie, a co za tym idzie goiły się szybciej niż zawsze. Nie był to efekt błyskawiczny, ale zdecydowanie cały proces gojenia trwał krócej niż to u mnie zazwyczaj bywa. To mój taki mały pomocnik w walce z wrogiem.

yasmeen1

Opracowała: Angelika

http://www.angietrucco.blogspot.com/